Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Danuta Abramowicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Danuta Abramowicz. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 marca 2018

Marzec przetłumaczony / Marec preložené / March translated


Obiecane tłumaczenia Marca Milana fusa na na język polski (oryginał tutaj: https://budowakatedry.blogspot.com/2018/03/marzec-march-marec.html.): 



1. Autorstwa Danuty Abramowicz, za wielokroć cytowanym na blogu, zbiorkiem przekładów twórczości Milana fusa: Wiersze (Kraków 1977, s. 30):


Niepozorne to a rącze,
po skośnym promyku
spuszcza się na dół.
Pajączek.

A ziemia w dole
jak mogiła,
zawiane mury Troi.
Milczy z uporem.

I jak krzesiwko
marzec iskrzy.
Ale upłynie jeszcze wiele czasu, 
zanim wyskoczy z niego
istny 
płomyk fiołka.
Od niego się zajmą dokoła 
suche zeszłoroczne trawy.

Do tego czasu 
daj spokój zmarłym.
Nie wołaj.


2. Autorstwa Roberta Koncy:


Po ukośnym promieniu, 
jak po nitce, 
opuszcza się na ziemię.
Pajączek.

Na ziemię, cichą jeszcze 
jak mogiła,
zasypane mury Troi.
Zamknięte.

Tylko marzec iskrzy
jak krzesiwo.
Ale to potrwa, zanim wreszcie 
wyskoczy z niego siny płomyk
fiołka.
Od niego się zajmie
sucha zeszłoroczna trawa.

Do tego czasu
daj spokój umarłym.
nie wołaj.   

poniedziałek, 19 marca 2018

Marzec / March / Marec

Już druga połowa marca. Kto by pomyślał... Śnieg po kolana, siarczysty mróz, to niezawodny znak, że niedługo już Wielkanoc! Będą bałwanki, choinka, opłatek... ale oczywiście można też podzielić się jajeczkiem. 
A dziś o marcu opowie Milan Rúfus, który nadejście tego miesiąca przewidział już w tomiku Stôl chudobných (pierwsze wydanie w 1972 r.). Jednym z bohaterów wiersza jest pajączek. Pojawia się tu zaskakująca zbieżność pomiędzy pająkiem w sferze symbolicznej - był tam jednym z symboli solarnych (lub lunarnych) - a Milanowskim pajączkiem, który spuszcza się w dół "po skośnym promyku!". Wg J. C. Coopera pająk symbolizujący Wielką Matkę "w środku swej pajęczyny jest kosmicznym centrum, a wybiegające ze środka nici mogą mieć znaczenie solarne (promienie słońca) lub lunarne, oznaczać cykl życia i śmierci albo stanowić symboliczną pajęczynę czasu". Cykl życia i śmierci - a u fusa jest przecież: "daj spokój zmarłym. Nie wołaj". Zaprawdę, Milan R. zaskakuje mnie w każdym swym wierszu. 
Wiersz Marec cytuję za - wielokroć cytowanym na blogu - zbiorem wierszy Milana Rúfusa Básne z 1988 r.


Marzec (Marec)
ze zbioru wierszy Milana Rúfusa
Básne (Poezje, Bratysława 1988, s. 162)

Dziś wiersz w oryginale. Marzec był już tłumaczony przez Danutę Abramowicz. Przekład Danuty Abramowicz jest jak dotąd (chyba) jedynym tłumaczeniem Marca na język polski. Jednak, znając oryginał, już widzę, że można mu nadać inną formę. Obecnie wiersz ten przekłada na język polski Robert Konca. Tłumaczenia zamieszczę w jednym z kolejnych wpisów.


sobota, 3 marca 2018

Zimowe drzewo

Jak to mówią pogodyni - zima w natarciu. Mróz i śnieg. W cieple kominka można poczytać Teda Hughesa: "okutane wojska [śniegu] maszerują przez całą noc, a kiedy budzimy się rano, wszystkie drogi są zablokowane, wszystkie wzgórza zdobyte, wszystkie farmy pod okupacją śniegu" (Ted Hughes, Śnieg i śnieg ze zbioru Pieśni czterech pór roku, tłum. Marek Obarski, Poznań 1995). Pozostańmy w nadziei, że najgorszy mróz już odszedł. 
Dziś, po raz drugi na blogu, wiersz "Zimný strom" Milana Rúfusa. Ostatnio opublikowałem tłumaczenie tegoż wiersza autorstwa Danuty Abramowicz (wpis Drzewo w zimie, tam też kompletny opis bibliograficzny oraz odsyłacze do tekstu źródłowego). 
Obecnie - przekład Roberta Koncy. Inne frazowanie, inna gra znaczeń, różnica detali i smaczków. Autorowi bloga przekład Roberta podoba się dużo bardziej. Czytelnikom - do oceny:

"Drzewo w zimie" ("Zimný strom")
ze zbioru wierszy Milana Rúfusa Básne
(Poezje, Bratysława 1988, s. 111)


Milan Rúfus


ZIMOWE DRZEWO
Przekład z języka słowackiego – Robert Konca 


Nagie i obolałe,
niemal jakby szło na ścięcie,
stoi
i wszystko puszcza płazem.
Wiatr i deszcz.
Jak woda po wardze
ślizgają się po nim dni i nie otworzy
nikomu drzwi milczący banita.

I tylko wewnątrz, za roletą,
przy białej świecy łyka,
żyje po swojemu, wróży z dni.
I nawet cień, zwykły cień
na zasłonie nie zdradzi
siedzącego w milczeniu.

sobota, 10 lutego 2018

Drzewo w zimie / The Three in the Winter

"Drzewo w zimie" ("Zimný strom") pochodzi z tomu poezji Milana Rúfusa V zemi nikoho (W ziemi niczyjej) wydanego w roku 1969. "Drzewo..." cytuję za - wspomnianym już na blogu - zbiorem wierszy Rúfusa Poezje wydanego w Bratysławie w 1988 r., z posłowiem Aleksandra Matuški (Milan Rúfus, Básne, Slovenský spisovateľ, Bratislava 1988, doslov napísal Alexander Matuška). Zbiór ten ilustrował L'udovít Hološka, graficznie opracował Vladislav Rostoka.


"Drzewo w zimie" ("Zimný strom")
ze zbioru wierszy Milana Rúfusa Básne
(Poezje, Bratysława 1988, s. 111)


Okładka zbioru wierszy Milana Rúfusa 
Básne (Poezje, Bratysława 1988). 

Na język polski wiersz przełożyła Danuta Abramowicz. Poniższy przekład "Drzewa..." zamieszczam za zbiorem: Milan Rúfus, Wiersze (Kraków 1977, w cyklu "Humanum est", s. 22). Podstawą tłumaczenia Danuty Abramowicz był "Zimný strom" z bratysławskiego zbioru poezji Rúfusa Básne (1975 r.):


Milan Rúfus


DRZEWO W ZIMIE


Nagie i urażone
jakby już właśnie szło na szafot
stoi
i wszystko ignoruje.
I wiatr, i deszcz.
Jak woda po ustach
ślizgają się po nim dni i nie otworzy
nikomu drzwi milczący wygnaniec.

I tylko wewnątrz za roletą
przy białej świecy łyka
żyje swym życiem i z dni czyta.
I nawet nikły cień
na zasłonie go nie zdradzi
w milczeniu siedzącego.


Okładka Wierszy Milana Rúfusa 
projekt obwoluty - Andrzej Darowski

niedziela, 14 stycznia 2018

Niebo w styczniu / The sky in January

Była noc październikowa Iwony Cymerman, była noc grudniowa Roberta Koncy, a teraz nadszedł czas na noc styczniową Milana Rúfusa. 
Niżej zamieszczony tekst pochodzi ze zbioru Wiersze (Kraków 1977, w cyklu "Humanum est"); przekładu z bratysławskiego wydania Básni (1975 r.) dokonała Danuta Abramowicz. Ona też wybrała wiersze i opatrzyła je posłowiem. Milanowskie wspomnienie styczniowych nocy znalazło się na str. 84-85:

Okładka Wierszy Milana Rúfusa 
projekt obwoluty - Andrzej Darowski

*
"Ostatnio zdarza mi się myśleć o styczniowych nocach. Głębokich, pełnych wewnętrznych rozbłysków, z wiecznie śpieszącymi się, rzadkimi chmurami. Z mrozem, w którym powietrze i wszystkie rzeczy w nim trzaskają drobno i sucho niczym grzebienie we włosach kobiet. Z wędrownymi wirami pyłu śnieżnego, sunącego przez świat niczym królewski welon czystej, niemal wesołej, rozdzwonionej śmierci. W takie to noce zwierzyna opuszcza swoje ostępy i zbliża się do osiedli ludzkich. 

Tatranská Javorina
Słowacja, koniec października 2008 r.

Lękliwie, a więc na swój zwierzęcy sposób z godnością. Przypominam sobie, jak w takie noce widywałem w Tatranskiej Poliance jelenie. Najpierw długo stały na skraju lasu, a kiedy w budynkach pogaszono światła, zbliżały się ostrożnie, szukając na ścieżkach kawałków chleba. Potem odeszły. W ich przyjściach i odchodzeniu był jakiś głęboki sens, coś, co mnie jako człowieka napełniało dziwnym smutkiem, aż poczułem potrzebę wiersza tak absolutnego, że go nie można było napisać. Dziś przywołuję ich obraz, jakby wtopiony w bursztyn, w tę noc pełną gwiazd na śniegu a szronu na niebie - i jeszcze, i jeszcze raz uzmysławiam sobie, jak przychodziły wziąć chleb i trzęsły się przy tym o swoją wolność. Twarzą w twarz wobec tego obrazu uzmysławiam sobie dzieje ludzi, niezrozumiały proces, w którym człowiek wolny stał się człowiekiem domowym, przywiązanym do miski zwanej stopą życiową, do miski, która jest coraz pełniejsza, łańcuchem, który staje się coraz krótszy.

Kościół św. Anny w Tatranskiej Javorinie. 
Słowacja, koniec października 2008 r.

Ale i poeta jest synem człowieka, jest tylko synem kobiety, śmiertelnym synem kobiety. 
Zrozumiecie chyba, dlaczego dlaczego było mi tak cudownie smutno przy spojrzeniu na zwierzynę lękliwie podchodzącą do skórki chleba i odchodzącą z ogromną elegancją; ryzykowały coś niezastąpionego, ponieważ nie miały wyboru. Właśnie ze względu na ten niepokój były mi tak drogie: bo były podobne do nas, których zima naszego człowieczeństwa od dawna już zmusza do wymieniania chleba za wolność, aż nas to w końcu nie boli.
*

Nie dotarłem jeszcze do źródła owego wspomnienia - Danuta Abramowicz wspomniała, że Rúfus zamieścił je "w jednej z autobiograficznych prac". Gdy tylko odkryję jaka to praca - niezwłocznie poinformuję czytelników. Kwestia czasu. 
Paralele pomiędzy pragnieniem przeżycia zwierząt (zatem swoistym luksusem w ich świecie)  i ludzką potrzebą wygody i luksusu, są może nawet aktualniejsze dziś niż wtedy gdy opisywał to Rúfus. Zwłaszcza, że w biedniutkiej Słowacji (ówcześnie złączonej z Czechami) ta stopa życiowa naprawdę wysoka nie była.  
Obecnie skala zniewolenia jednostki przybiera formy wręcz groteskowe - i wszystkich nie tylko to nie boli, ale chcą tego zniewolenia całym sercem i duszą! Człowiek wolny stał się człowiekiem domowym a człowiek domowy człowiekiem korporacyjnym. Taka ewolucja ku przepaści. Może ktoś uzna to za żart ale wielu niewolników w starożytności dysponowało większym marginesem wolności niż dzisiejszy "wolny" człowiek pracujący. Człowiek-robot, człowiek-automat, człowiek-konsumujący. Witamy w nowym, lepszym świecie panie Rúfus!

*

Opis styczniowej górskiej nocy powoduje, że ciarki przechodzą po grzbiecie. Fragment poświęcony pragnieniu "wiersza absolutnego" jest - jak sadzę - szczególnie bliski wszystkim ludziom pióra, którzy doświadczają częściej lub rzadziej takowej iluminacji. I opowieść o kontekście tego pragnienia, niejako w kontrze do innego przywoływanego na blogu mistrza  - Roberta Juarroza. Dwaj mistrzowie, dwa systemy sztuki tworzenia. 

W króciutkim wspomnieniu znajdują się, a jakże, elementy magiczne. "Z wędrownymi wirami pyłu śnieżnego sunącymi przez świat niby królewski welon [...] śmierci". Ten fragment odsyła nas do fascynującej i przerażającej przestrzeni - pandemonium powietrza. Stary mistrz doskonale wiedział co oznaczały i jaki kontekst w słowiańskiej demonologii miały "wiry pyłu", które czasem można zaobserwować na polach latem; zimą, podczas śnieżnej zawiei łatwo je dostrzec w każdym miejscu, zwłaszcza w górskich kotlinach i na halach. Świat demonów powietrza był dla Słowian światem wrogim i niebezpiecznym. Przebywający w nim płanetnicy, latawce, wiatracznicy, diabły powietrzne, duchy wisielców sprowadzały różnorakie nieszczęścia na stąpających po twardym gruncie. Lecz o ile płanetnika albo latawca (demony pogody) dało się jeszcze jakoś okpić lub oswoić, a nawet posiąść jego nadnaturalne umiejętności to wir powietrzny wywodził się z głębszej, mroczniejszej otchłani. Tak pisał o tym profesor Bohdan Baranowski w swojej fascynującej książce W kręgu upiorów i wilkołaków (Łódź 1981, s. 128): 
Osobnym zagadnieniem może być  sprawa szeroko rozpowszechnionych na dawnej wsi wierzeń w magiczną i wielce dla ludu szkodliwą działalność "wirów" lub "cugów" powietrznych [...] zjawisko huraganów, czy nawet zupełnie niewielkich wirów powietrznych tłumaczono zwykle jako przejaw działalności istot demonicznych, a więc najczęściej diabłów, lub potępionych dusz wisielców. Stąd też tak częste powiedzenia znane w podobnych brzmieniach na całym niemal obszarze ziem polskich, jak np. "diabeł leci i macha ogonem", "diable wesele", "diabeł tańcuje i ogonem zamiata", "diabły tańcują bo się ktoś powiesił", "wisielec tańcuje", "leci dusza z wisielca",  itp.       
Okładka W kręgu upiorów i wilkołaków
Bohdana Baranowskiego
wg projektu Stefana Drobnera
(także autora świetnych ilustracji
do niniejszej książki)

Baranowskiemu wtórują Barbara i Andrzej Podgórscy, autorzy Wielkiej Księgi Demonów Polskich (Katowice 2005), którzy przytaczają inną, demoniczną genealogię wiru powietrznego - miał on wywodzić się z pradawnych pogańskich wierzeń w demona wiatru, być może tożsamego z Pochwistem, Poświstem lub Pogwizdem. Według ludowych przekazów śląskich "taki wir to «zło» lecące powietrzem [...], «powicher», to jest ruch powietrza, wir w którym zły duch siedzi, sam diabeł". A i inne powietrzne, realne przecież istoty miały swoje złowrogie znaczenia. Chociażby Lelek Kozodój dziwaczny, nieco odrażający z wyglądu ptak, który miał przenosić do Wyraju dusze zmarłych; czasem sam był takowej duszy symbolem. Albo i łowcą dusz - jak u H.P. Lovecrafta... Kwestia do rozwinięcia.  
Milan Rúfus poszedł wszakże o krok dalej. W jego tekście wir powietrzny staje się welonem samej cesarzowej demonów - Śmierci. Fakt, że poeta, po hrabalowsku oswaja Otchłań i przydaje śmiertelnemu korowodowi rozdzwonionych, "niemal wesołych" znaczeń, ani na jotę nie czyni obrazu mniej przerażającym. I mniej tajemniczym - jak owe wewnętrzne rozbłyski nocy. 
Wręcz przeciwnie....    

Milan Rúfus. Milan Rúfus. Milan Rúfus po trzykroć!
     
Okolice Lodowego Szczytu tuż przed burzą śnieżną
Słowacja przełom października i listopada 2008.

2022. Nowy początek

Długo nic się tu nie działo. Najwyższy czas to zmienić. Zaczynam od wiersza na Nowy Rok i z nadzieją wracam do działania. Arur Rogalski *** ...