Pokazywanie postów oznaczonych etykietą H.P. Lovecraft. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą H.P. Lovecraft. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 lutego 2018

Zwrotnica / The switch

Mam przyjemność przedstawić "Zwrotnicę" Roberta Koncy - publikowaną po raz pierwszy, oraz jej przekład na język angielski autorstwa Iwony Cymerman.
Wiele utworów Roberta zawiera w sobie elementy niesamowitości czy wręcz horroru. "Zwrotnica" to opowiadanie grozy w stanie czystym. Nawiązanie do cyklu opowiadań kolejowych Grabińskiego - jest oczywiste, wyraźne i zamierzone, wszak już w dedykacji mamy hołd dla mistrza Stefana. W treści opowiadania znajdziemy też liczne odniesienia do twórczości innego mistrza - H. P. Lovecrafta. Nie tylko w pojawiającej się sugestii, że mroczni Nieznani pochodzą z bliżej niekreślonych pozaziemskich przestrzeni...
Motyw przypadkowego poznania/podsłuchania ciemnych planów wysłanników zła - to nieustannie powtarzający się element dzieł literackich (i nie tylko). Bodaj najsławniejszy - w literaturze grozy - podsłuchany dialog pochodzi z "Szepczącego w Ciemności" autorstwa Samotnika z Providence (polski pierwodruk w zbiorze o tym samym tytule, w przekładzie Ryszardy Grzybowskiej - Szepczący w ciemności, Warszawa 1992). Tyle, że u Lovecrafta dialog stworów z Yuggoth i ich sprzymierzeńców jest zwieńczeniem całej opowieści. Tutaj, dialog diabolicznych Nieznanych stanowi niemal całą opowieść. 
Topos odwrócenia ról - gdy stojący po "jasnej" stronie bohater okazuje się współdziałać (świadomie, lub - co ciekawsze - nieświadomie, a nawet wbrew sobie) z siłami mroku, jest również wielokrotnie przywoływany w opowieściach niesamowitych. Wspomniany H. P. Lovecraft mistrzowsko posłużył się nim, chociażby w opowiadaniu "Widmo nad Innsmouth" i (w mniejszym stopniu) - "Duch ciemności". Ten wątek można odnaleźć także w końcówce "Zwrotnicy"...
Groza w "Zwrotnicy" jest niedookreślona i nierozpoznana; na szczęście - bo nadawanie materialnych kształtów strachom i lękom stanowi zazwyczaj słaby punkt literackich horrorów. Ale nie zawsze - w tylekroć przywoływanym "Szepczącym w ciemności" realność stworów z Yuggoth wcale nie zmniejsza siły opowieści. Wręcz przeciwnie, wręcz przeciwnie...  


*

Robert Konca

ZWROTNICA 

Pamięci Stefana Grabińskiego

Kiedy słońce zachodziło, jego rubinowe promienie wyruszyły w ostatnią tego dnia podróż po srebrnych ostrzach szyn. Dwa pociągi pospieszne minęły się właśnie; światła ich ostatnich wagonów ginęły na przeciwległych horyzontach. Nastała cisza na rozległym torowisku stacji; pusty interwał w pieśni rozkładu jazdy. Ruszyłem więc w stronę zwrotnicy, aby sprawdzić, czy wczorajsze podejrzane szmery, które tam usłyszałem, dadzą znać o sobie i dzisiaj. Panował zupełny bezruch; pobliska stacja opustoszała. Gdy zbliżyłem się do zwrotnicy, poczułem na twarzy lekkie mrowienie, niemal czułą pieszczotę nieznanej energii. Szmery były dzisiaj wyraźniejsze. Kiedy pochyliłem się nad zwrotnicą, usłyszałem rozmowę metalicznych głosów:

Głos pierwszy

- ...i wyodrębnić ich z tej struktury raz na zawsze. Jak długo potrwa cała operacja ?

Głos drugi

- Przygotowania trwają od dawna. Samo przeniesienie odbędzie się poza czasem tej planety. Najważniejsza jest synchronizacja wszystkich zwrotnic, kończymy właśnie ostatnie obliczenia.

Głos pierwszy

- Mam nadzieję, że nie sprawicie mi zawodu. Długo czekałem na ten ruch; jeżeli przegram, to... A co z lokomotywami?

Głos drugi

- Lokomotywy współpracują z własnej woli. Właściwie to bardzo nam pomogły od strony technicznej. Korzystamy z wielu ich pomysłów. Dzięki nim tubylcy nie będą niczego podejrzewać. 

Głos pierwszy

- No właśnie, pamiętajcie, że oni nie mogą się dowiedzieć. Tunel przygotowany do otwarcia?

Głos drugi 

- Tak. Kapsuły z antymaterią już są. Znaki będą gotowe do użycia za trzydzieści sześć godzin. Jaki adres mamy ustawić?

Głos pierwszy

- Sektor 666. To transakcja wiązana. Jeżeli zlikwiduję problem wiecznego głodu w sektorze 666, to w zamian w tym układzie słonecznym będę mógł ustanowić Królestwo. Taka jest umowa. Tamten przyszedł wczoraj?

Głos drugi

- Przyszedł, tak jak Pan przepowiedział. Czy to nie zbyt ryzykowne dla naszych planów ? Mam sprawdzić, czy przyszedł dzisiaj?

Głos pierwszy

- Nie trzeba. Pracuję nad nim od dawna. Zresztą on jest inny, czuje się tu obco, więc nasze idee trafiły na podatny grunt. Oczywiście nie ma pojęcia, skąd biorą się w nim takie myśli. Poza tym twierdzicie, że ma całkowite poparcie lokomotyw.

Głos drugi

- Tak jest. A to ważne, bo gdy załamią się kąty sklepienia...

Głosy umilkły. Podniosłem się z ziemi. Jakieś szalone podejrzenie migotało na skraju mojej świadomości; wiedziałem, że gdybym pozwolił, aby się skrystalizowało, z pewnością bym oszalał. Zdezorientowany przeszedłem kilkanaście kroków, gdy usłyszałem zbliżający się za plecami pociąg. Nagle podjąłem decyzję. Z trudem przezwyciężając strach i niemal fizyczny opór niewidzialnej siły, stanąłem na właściwym torze, czekając na wybawienie. Pociąg zbliżał się. Zamknąłem odruchowo oczy. Wtedy usłyszałem cichy trzask przestawianej zwrotnicy. Gdy otworzyłem oczy, Wschodni Ekspres przejeżdżał z hukiem po sąsiednim torze. A więc nie ma wyjścia, pomyślałem; moje przeznaczenie jest w Jego szponach, a zwrotnice są Mu posłuszne. Trzydzieści sześć godzin... Właściwie chciałem, żeby to już się dokonało. Jakaś gorączkowa radość wypełniła mój umysł. Patrzyłem urzeczony, jak czerwone płomienie słońca powoli wycofują się na zachód po srebrnych szynach.



Alberto Martini, ilustracja do
Opowiadań Edgara Allana Poe.
Cyt. za: http://www.all-art.org/
symbolism/7-mediter_countr01.htm

Przekład Iwony Cymerman/Translated by Iwona Cymerman:

Robert Konca

THE SWITCH

In memory of Stefan Grabiński

When the sun was setting, its ruby rays set off on the last journey of the day along the silver blades of the rails. Two fast trains had passed; the lights of their last carriages were vanishing on the opposite horizons. 
It was quiet on the vast trackway of the station; an empty interval in the timetable song. So I moved towards the switch to see if suspicious murmurs, that I had heard there the day before, would appeare again. Everything was completely still; the nearby station was deserted. As I approached the switch, I felt a slight tingling on my face, an almost tender caress of unknown energy. The murmurs were much clearer today. When I bent over the switch, I heard a conversation of metallic voices:

Voice 1

- ...and to isolate them from this structure once and for all. How long will the entire operation last?

Voice 2

- Preparations have been going on for a long time. The transfer will take place outside the time of this planet. The most important is the synchronization of all switches, we are just finishing the last calculations.

Voice 1

- I hope you will not disappoint me. I've been waiting for this move for a long time; if I lose, then... What about the locomotives?

Voice 2

- The locomotives cooperate willingly. In fact, they are very helpful on the technical side . We use many of their ideas. Thanks to them, the natives will not suspect anything.

Voice 1

- Well, remember that they can not find out. Is the tunnel prepared for opening?

Voice 2

- Yes. The capsules with antimatter are already here. The signs will be ready for use in thirty-six hours. What address should we set?

Voice 1 

- Sector 666. This is a bundled transaction. If I solve the problem of eternal hunger in sector 666, I will be able to establish a Kingdom in this solar system . This is the contract. Did that one come yesterday?

Voice 2

- Yes, he did, as the Lord had foretold. Is this not too risky for our plans? Am I to check if he has come today?

Voice 1 

- No, there's no need to check. I've been working on him for a long time. Anyway, he is different, he feels strange here, so our ideas have hit a fertile ground. Of course, he has no idea where such thoughts come from. Besides, you claim that he has the full support of the locomotives.

Voice 2

- Yes, indeed. And this is important, because when the angles of the vault collapse...

The voices faded away. I got up from the ground. Some crazy suspicion flickered on the edge of my consciousness; I knew that if I let it crystallize, it would certainly make me go mad. Disoriented, I walked a dozen steps or so when I heard the train approaching behind me. Suddenly, I made a decision. Overcoming the fear and almost physical resistance of the invisible force, I stood on the appropriate track, waiting for salvation. The train was approaching. I closed my eyes involuntarily. Then I heard a silent crack of the switch. When I opened my eyes, Eastern Express was roaring along the neighboring track. So there is no way out, I thought to myself; my destiny is in His claws, and the switches are obedient to Him. Thirty-six hours... Actually, I wanted it to have already happened. A kind of frantic joy filled my mind. I watched as the red flames of the sun were slowly retreating westward over the silver rails.


Alberto Martini "Allegoria della Guerra", ilustracja z katalogu
Mostra individuale di Alberto Martini. Galeria Pesaro, Milano 1919.


Stefan Grabiński
(za: https://pl.wikipedia.org/wiki/
Stefan_Grabi%C5%84ski)


H. P. Lovecraft
(za: http://www.elmundo.es/cataluna
/2014/05/08/536b83a3268e3
edb428b4577.htm)

W opowiadaniu pojawiły się kapsuły z antymaterią. Zatem nieco Antymaterii na koniec: 

https://www.youtube.com/watch?v=117ld5Zsur4

niedziela, 14 stycznia 2018

Niebo w styczniu / The sky in January

Była noc październikowa Iwony Cymerman, była noc grudniowa Roberta Koncy, a teraz nadszedł czas na noc styczniową Milana Rúfusa. 
Niżej zamieszczony tekst pochodzi ze zbioru Wiersze (Kraków 1977, w cyklu "Humanum est"); przekładu z bratysławskiego wydania Básni (1975 r.) dokonała Danuta Abramowicz. Ona też wybrała wiersze i opatrzyła je posłowiem. Milanowskie wspomnienie styczniowych nocy znalazło się na str. 84-85:

Okładka Wierszy Milana Rúfusa 
projekt obwoluty - Andrzej Darowski

*
"Ostatnio zdarza mi się myśleć o styczniowych nocach. Głębokich, pełnych wewnętrznych rozbłysków, z wiecznie śpieszącymi się, rzadkimi chmurami. Z mrozem, w którym powietrze i wszystkie rzeczy w nim trzaskają drobno i sucho niczym grzebienie we włosach kobiet. Z wędrownymi wirami pyłu śnieżnego, sunącego przez świat niczym królewski welon czystej, niemal wesołej, rozdzwonionej śmierci. W takie to noce zwierzyna opuszcza swoje ostępy i zbliża się do osiedli ludzkich. 

Tatranská Javorina
Słowacja, koniec października 2008 r.

Lękliwie, a więc na swój zwierzęcy sposób z godnością. Przypominam sobie, jak w takie noce widywałem w Tatranskiej Poliance jelenie. Najpierw długo stały na skraju lasu, a kiedy w budynkach pogaszono światła, zbliżały się ostrożnie, szukając na ścieżkach kawałków chleba. Potem odeszły. W ich przyjściach i odchodzeniu był jakiś głęboki sens, coś, co mnie jako człowieka napełniało dziwnym smutkiem, aż poczułem potrzebę wiersza tak absolutnego, że go nie można było napisać. Dziś przywołuję ich obraz, jakby wtopiony w bursztyn, w tę noc pełną gwiazd na śniegu a szronu na niebie - i jeszcze, i jeszcze raz uzmysławiam sobie, jak przychodziły wziąć chleb i trzęsły się przy tym o swoją wolność. Twarzą w twarz wobec tego obrazu uzmysławiam sobie dzieje ludzi, niezrozumiały proces, w którym człowiek wolny stał się człowiekiem domowym, przywiązanym do miski zwanej stopą życiową, do miski, która jest coraz pełniejsza, łańcuchem, który staje się coraz krótszy.

Kościół św. Anny w Tatranskiej Javorinie. 
Słowacja, koniec października 2008 r.

Ale i poeta jest synem człowieka, jest tylko synem kobiety, śmiertelnym synem kobiety. 
Zrozumiecie chyba, dlaczego dlaczego było mi tak cudownie smutno przy spojrzeniu na zwierzynę lękliwie podchodzącą do skórki chleba i odchodzącą z ogromną elegancją; ryzykowały coś niezastąpionego, ponieważ nie miały wyboru. Właśnie ze względu na ten niepokój były mi tak drogie: bo były podobne do nas, których zima naszego człowieczeństwa od dawna już zmusza do wymieniania chleba za wolność, aż nas to w końcu nie boli.
*

Nie dotarłem jeszcze do źródła owego wspomnienia - Danuta Abramowicz wspomniała, że Rúfus zamieścił je "w jednej z autobiograficznych prac". Gdy tylko odkryję jaka to praca - niezwłocznie poinformuję czytelników. Kwestia czasu. 
Paralele pomiędzy pragnieniem przeżycia zwierząt (zatem swoistym luksusem w ich świecie)  i ludzką potrzebą wygody i luksusu, są może nawet aktualniejsze dziś niż wtedy gdy opisywał to Rúfus. Zwłaszcza, że w biedniutkiej Słowacji (ówcześnie złączonej z Czechami) ta stopa życiowa naprawdę wysoka nie była.  
Obecnie skala zniewolenia jednostki przybiera formy wręcz groteskowe - i wszystkich nie tylko to nie boli, ale chcą tego zniewolenia całym sercem i duszą! Człowiek wolny stał się człowiekiem domowym a człowiek domowy człowiekiem korporacyjnym. Taka ewolucja ku przepaści. Może ktoś uzna to za żart ale wielu niewolników w starożytności dysponowało większym marginesem wolności niż dzisiejszy "wolny" człowiek pracujący. Człowiek-robot, człowiek-automat, człowiek-konsumujący. Witamy w nowym, lepszym świecie panie Rúfus!

*

Opis styczniowej górskiej nocy powoduje, że ciarki przechodzą po grzbiecie. Fragment poświęcony pragnieniu "wiersza absolutnego" jest - jak sadzę - szczególnie bliski wszystkim ludziom pióra, którzy doświadczają częściej lub rzadziej takowej iluminacji. I opowieść o kontekście tego pragnienia, niejako w kontrze do innego przywoływanego na blogu mistrza  - Roberta Juarroza. Dwaj mistrzowie, dwa systemy sztuki tworzenia. 

W króciutkim wspomnieniu znajdują się, a jakże, elementy magiczne. "Z wędrownymi wirami pyłu śnieżnego sunącymi przez świat niby królewski welon [...] śmierci". Ten fragment odsyła nas do fascynującej i przerażającej przestrzeni - pandemonium powietrza. Stary mistrz doskonale wiedział co oznaczały i jaki kontekst w słowiańskiej demonologii miały "wiry pyłu", które czasem można zaobserwować na polach latem; zimą, podczas śnieżnej zawiei łatwo je dostrzec w każdym miejscu, zwłaszcza w górskich kotlinach i na halach. Świat demonów powietrza był dla Słowian światem wrogim i niebezpiecznym. Przebywający w nim płanetnicy, latawce, wiatracznicy, diabły powietrzne, duchy wisielców sprowadzały różnorakie nieszczęścia na stąpających po twardym gruncie. Lecz o ile płanetnika albo latawca (demony pogody) dało się jeszcze jakoś okpić lub oswoić, a nawet posiąść jego nadnaturalne umiejętności to wir powietrzny wywodził się z głębszej, mroczniejszej otchłani. Tak pisał o tym profesor Bohdan Baranowski w swojej fascynującej książce W kręgu upiorów i wilkołaków (Łódź 1981, s. 128): 
Osobnym zagadnieniem może być  sprawa szeroko rozpowszechnionych na dawnej wsi wierzeń w magiczną i wielce dla ludu szkodliwą działalność "wirów" lub "cugów" powietrznych [...] zjawisko huraganów, czy nawet zupełnie niewielkich wirów powietrznych tłumaczono zwykle jako przejaw działalności istot demonicznych, a więc najczęściej diabłów, lub potępionych dusz wisielców. Stąd też tak częste powiedzenia znane w podobnych brzmieniach na całym niemal obszarze ziem polskich, jak np. "diabeł leci i macha ogonem", "diable wesele", "diabeł tańcuje i ogonem zamiata", "diabły tańcują bo się ktoś powiesił", "wisielec tańcuje", "leci dusza z wisielca",  itp.       
Okładka W kręgu upiorów i wilkołaków
Bohdana Baranowskiego
wg projektu Stefana Drobnera
(także autora świetnych ilustracji
do niniejszej książki)

Baranowskiemu wtórują Barbara i Andrzej Podgórscy, autorzy Wielkiej Księgi Demonów Polskich (Katowice 2005), którzy przytaczają inną, demoniczną genealogię wiru powietrznego - miał on wywodzić się z pradawnych pogańskich wierzeń w demona wiatru, być może tożsamego z Pochwistem, Poświstem lub Pogwizdem. Według ludowych przekazów śląskich "taki wir to «zło» lecące powietrzem [...], «powicher», to jest ruch powietrza, wir w którym zły duch siedzi, sam diabeł". A i inne powietrzne, realne przecież istoty miały swoje złowrogie znaczenia. Chociażby Lelek Kozodój dziwaczny, nieco odrażający z wyglądu ptak, który miał przenosić do Wyraju dusze zmarłych; czasem sam był takowej duszy symbolem. Albo i łowcą dusz - jak u H.P. Lovecrafta... Kwestia do rozwinięcia.  
Milan Rúfus poszedł wszakże o krok dalej. W jego tekście wir powietrzny staje się welonem samej cesarzowej demonów - Śmierci. Fakt, że poeta, po hrabalowsku oswaja Otchłań i przydaje śmiertelnemu korowodowi rozdzwonionych, "niemal wesołych" znaczeń, ani na jotę nie czyni obrazu mniej przerażającym. I mniej tajemniczym - jak owe wewnętrzne rozbłyski nocy. 
Wręcz przeciwnie....    

Milan Rúfus. Milan Rúfus. Milan Rúfus po trzykroć!
     
Okolice Lodowego Szczytu tuż przed burzą śnieżną
Słowacja przełom października i listopada 2008.

2022. Nowy początek

Długo nic się tu nie działo. Najwyższy czas to zmienić. Zaczynam od wiersza na Nowy Rok i z nadzieją wracam do działania. Arur Rogalski *** ...