Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stefan Grabiński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stefan Grabiński. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 maja 2018

Fatum, czyli śmierć Pretorianina, cz. 1

Przy okazji niedawno minionej, 92 rocznicy pamiętnej Majówki z 1926 r., kilka słów od Artura:

Podczas majowego zamachu doszło do wydarzenia, które śmiało mógłby wpleść w tok jednej ze swych nowel Stefan Grabiński (zazwyczaj umieszczający akcję opowieści we współczesnej sobie rzeczywistości). Otóż, jeden z biorących udział w zamachu oficerów siedleckiego, 22 pułku piechoty, zgłosił się do akcji niemal całkowicie przypadkowo, praktycznie już w trakcie rozgrywających się wydarzeń, kierowany jakimś przedziwnym fatum, i - jako jedyny oficer tego pułku - poległ. Aby jednak nakreślić samo wydarzenie nakreślmy najpierw jego tło. 

*

Podczas przewrotu majowego znaczącą (żeby nie powiedzieć - kluczową) rolę wśród oddziałów Józefa Piłsudskiego odegrał 22 pułk piechoty z Siedlec. Jeden z ulubionych, wypróbowanych, "pretoriańskich" oddziałów Marszałka. Już pod koniec kwietnia 1926 r. w 9 Dywizji Piechoty, w skład której wchodził pułk, rozpoczęły się przygotowania do ewentualnej demonstracji wojskowej. Wówczas, podczas poufnych rozmów dowództwa pojawiło się nazwisko Lucjana Nadrowskiego, jako jednego z grona zaufanych oficerów mogących wziąć udział w przewidywanej operacji. Nadrowski, kawaler Virtuti Militari (za wojnę 1920 r.), był - jak się zdaje - jednym z lepszych oficerów pułku. W dniu 26 IV 1926 r.,  Nadrowski został dyskretnie poinformowany o planach dowództwa; wraz z pozostałymi przewidywanymi do akcji oficerami potwierdził gotowość do akcji. Jednak na początku maja, tuż przed rozpoczęciem działań - wziął urlop i w prywatnych sprawach udał się do Warszawy.    
W dniu 12 V 1926 r. 22 pułk piechoty jako jedna z pierwszych jednostek WP udzielił poparcia Józefowi Piłsudskiemu. O świcie ogłoszono alarm, wojskowi otrzymali ostrą amunicję i rozkaz wymarszu. Oddział przystępował do akcji uroczyście, pod orderami, ze sztandarem i orkiestrą pułkową. Już wkrótce żołnierze zajęli siedlecką stację kolejową, opanowali jeden z pociągów i wyruszyli do Warszawy. Po szaleńczej eskapadzie (pociąg pędził do Warszawy nie zatrzymując się nigdzie, nie reagując na sygnały "stój", ryzykując kolizję z innym pociągiem, były też podejmowane próby wykolejenia maszyny) wagony z piechurami "dwudziestki dwójki" wjechały na dworzec w Rembertowie. Było wczesne popołudnie, około godziny trzynastej.
Pododdziały 22 pułku, po przybyciu do Rembertowa zostały wywagonowane i przemaszerowały na  Grochów. Po przybyciu na miejsce, żołnierze zatrzymali się oczekując dalszych rozkazów. Wokół wojskowych zebrał się tłum cywilów. I właśnie wtedy - wedle relacji pułkownika Krok-Paszkowskiego - niespodziewanie z kręgu warszawiaków wyszedł Lucjan Nadrowski. Podszedł do dowódcy pułku prosząc o pozwolenie włączenia go w szeregi oddziału - w nieprzepisowym stroju (zapewne był w ubraniu cywilnym, lub jakimś kombinowanym, niekompletnym mundurze); rezygnując zarazem z ostatnich dni majowego urlopu. 
Mógł być wtedy gdzie indziej, choćby na Starówce, mógł pozostać w hotelu, mógł się spóźnić, mógł zajmować się setką innych spraw - ale Fatum już kierowało go  na ostatnią z ziemskich dróg. 
Krok-Paszkowski wyraził zgodę. Od tej chwili Nadrowski, jak po sznurku, na czele swej 7 kompanii, maszerował w stronę śmierci... 



cdn.

poniedziałek, 26 marca 2018

Aleksander Fredro, cz. 1. Opowiadania niesamowite

Dziś dalsza część historyczno-literackich opowieści Artura. Et voila!: 



Znakomita większość czytelników kojarzy Aleksandra Fredrę z nieśmiertelnymi utworami komediowymi (a niektórzy z mocno dosadnymi, wierszowanymi dziełkami erotycznymi). I słusznie. Ale... gdyby ktoś sięgnął po jeden z najciekawszych i najlepiej napisanych pamiętników (beletryzowanych) dziewiętnastego stulecia, zatytułowany Trzy po trzy, autorstwa właśnie hrabiego Aleksandra - ten zdziwiłby się mocno! Co bowiem pisał znakomity komediopisarz o swych twórczych wawrzynach i utrapieniach? Otóż - nic, albo prawie nic. Cały pamiętnik poświęcony jest wspomnieniom z czasów służby wojskowej w armii Księstwa Warszawskiego a potem sztabie cesarza Napoleona, oraz - w mniejszym wymiarze - migawkom czasów młodości i dzieciństwa. Adam Grzymała-Siedlecki, autor wstępów do pamiętników Fredry ujął to wprost: "Czuje się, jak do końca życia pozostał mu ważny każdy drobiazg dotyczący tego, kto wie, czy nie najwyższego jego umiłowania życiowego (czyli - wojska - AR). Zestawmy odnośne wojenne fragmenty pamiętników z bąknięciami niejako o twórczości literackiej. Gdyby nie rozżalenie do krytyków, prawie żebyśmy się nie dowiedzieli, że był komediopisarzem". 
Inne aspekty wojaczki, pamiętników i życiorysu hr. Aleksandra pozostawiam na później. A jest o czym pisać! Dziś chciałbym wspomnieć o nielicznych, acz nader ciekawych elementach pojawiających się w twórczości Fredry. Związanych z szeroko pojętą literaturą grozy i mocno - jak na tego twórcę - nietypowych...

*

W 1911 r., w dziale "Rozmaitości" czasopisma "Biblioteka Warszawska", Maria hr. Szembekowa, wnuczka Aleksandra Fredry, opublikowała Fragment (tak zatytułowany) z nieznanego dzieła swego dziadka. Opatrzyła go następującym wprowadzeniem:

"Wśród papierów i rękopisów, pozostałych po moim dziadzie, Aleksandrze Fredrze, znalazłam niżej podany urywek; pisany jest ręką mojej ciotki Zofii Szeptyckiej, wyraźnie jako brulion pod dyktandem ojca, bo zawiera dużo przekreśleń i poprawek. Wydaje mi się ciekawy, więc go ogłaszam. O poniższym zdarzeniu raz jeden w życiu słyszałam, ale było to w tak dalekim dzieciństwie, że żadnych szczegółów nie pamiętam. Wiem jedynie, że raz, kiedyś, w mojej obecności była mowa o bitwie pod Hanau i poprzedzającym ją tajemniczym zajściu z mnichem. Dopiero odczytanie rękopisu rozmowę tę mi przypomniało. Czy rzeczywiście przygoda ta mego dziada spotkała, twierdzić na pewno nie mogę. Wiarygodność jej wydaje mi się o tyle niewątpliwą, że dziad mój nigdy tego rodzaju fantastycznych bajek ani sam nie pisywał, ani też nie lubił".
Poniżej - ów Fragment:






     

*

W wydaniach Trzy po trzy z 1922 r. i 1957 r., prof. Henryk Stanisław Mościcki umieścił powyższe opowiadanie w aneksach do tekstu zasadniczego, zatytułowanych "Luźne fragmenty z pamiętników" (pierwsze wydanie tego pamiętnika z 1880 r. było całkowicie pozbawione aparatu krytycznego). 
Zwróćmy teraz baczniejszą uwagę na ostatnie zdanie wstępu Marii Szembekowej. Jest pewna, że Fredro nie lubił ani nie pisał opowieści grozy, nazwanych przez nią "fantastycznymi bajkami". Z tą opinią warto jednak dyskutować, bo nie gdzie indziej, a właśnie w pamiętniku Trzy po trzy mamy do czynienia z nader podobnym fragmentem tekstu! Zamieszczam go poniżej:
















Oba teksty mają styczne punkty. Noc, odludny, ponury dom, będący miejscem, w którym kumuluje się lęk i przerażenie, pogrzebowe artefakty - to charakterystyczny anturaż wielu opowiadań niesamowitych. Fragment opublikowany przez Szembekową utrzymuje się w konwencjonalnym (powiedzmy) klimacie takich opowiadań. Przeklęty obraz, dzieło zatrzymujące w sobie upiora, malunek przynoszący nieszczęście - to dla opowieści grozy (i nie tylko) niewyczerpane źródło inspiracji (i elementy Strasznego dworu i Portret Doriana Greya i Stefan Grabiński /nawiedzone wizerunki w opowiadaniu Muzeum dusz czyśćcowych/, i Karl Hans Strobl /portret siostry Agaty z opowiadania Występna mniszka/, czy wreszcie najnowsze rewelacje o obrazach "Płaczący chłopiec" i "The Hands Resist Him"...). Końcówka opowiadania Fredry zawiera jednak niespodziankę. Gdy już, już, wydawałoby się, wszystko można będzie rozsądnie wytłumaczyć - to odnaleziony skrawek żelaza i czerwone sukno zaskakują autora wspomnień (i ich czytelnika). Oto bowiem znalazły się materialne (a zarazem symboliczne) dowody niesamowitego wydarzenia z pogranicza snu i jawy... Wnuczka autora Zemsty dopowiada, że widziadła mogły być tajemniczym preludium (przeczuciem?) wypadku, który miał miejsce nazajutrz po koszmarnej nocy. W tym dniu, 30 X 1813 r., podczas krwawej bitwy pod Hanau (na terenach niemieckiej Hesji), Aleksander Fredro cudem tylko uszedł śmierci... 
Natomiast "horrorowy" fragment pamiętnika Trzy po trzy - to już wyższa szkoła makabry. Niesamowitość jest tu, już od samego początku, nieokreślona. Nie wiadomo co przeraziło kawalerzystę - i on sam tego nie wiedział, i narrator nie dał nam żadnego racjonalnego wyjaśnienia. Coś się wydarzyło, coś...było obecne - a lęk pozostał... 
Już tylko gwoli ścisłości dodam, że wydarzenie to miało miejsce, najprawdopodobniej w 1811 r., na terenach Księstwa Warszawskiego. Ale... czy to w Związku Reńskim, czy w Polsce - groza wszędzie jednaka... 

cdn.



A.R.

niedziela, 4 lutego 2018

Zwrotnica / The switch

Mam przyjemność przedstawić "Zwrotnicę" Roberta Koncy - publikowaną po raz pierwszy, oraz jej przekład na język angielski autorstwa Iwony Cymerman.
Wiele utworów Roberta zawiera w sobie elementy niesamowitości czy wręcz horroru. "Zwrotnica" to opowiadanie grozy w stanie czystym. Nawiązanie do cyklu opowiadań kolejowych Grabińskiego - jest oczywiste, wyraźne i zamierzone, wszak już w dedykacji mamy hołd dla mistrza Stefana. W treści opowiadania znajdziemy też liczne odniesienia do twórczości innego mistrza - H. P. Lovecrafta. Nie tylko w pojawiającej się sugestii, że mroczni Nieznani pochodzą z bliżej niekreślonych pozaziemskich przestrzeni...
Motyw przypadkowego poznania/podsłuchania ciemnych planów wysłanników zła - to nieustannie powtarzający się element dzieł literackich (i nie tylko). Bodaj najsławniejszy - w literaturze grozy - podsłuchany dialog pochodzi z "Szepczącego w Ciemności" autorstwa Samotnika z Providence (polski pierwodruk w zbiorze o tym samym tytule, w przekładzie Ryszardy Grzybowskiej - Szepczący w ciemności, Warszawa 1992). Tyle, że u Lovecrafta dialog stworów z Yuggoth i ich sprzymierzeńców jest zwieńczeniem całej opowieści. Tutaj, dialog diabolicznych Nieznanych stanowi niemal całą opowieść. 
Topos odwrócenia ról - gdy stojący po "jasnej" stronie bohater okazuje się współdziałać (świadomie, lub - co ciekawsze - nieświadomie, a nawet wbrew sobie) z siłami mroku, jest również wielokrotnie przywoływany w opowieściach niesamowitych. Wspomniany H. P. Lovecraft mistrzowsko posłużył się nim, chociażby w opowiadaniu "Widmo nad Innsmouth" i (w mniejszym stopniu) - "Duch ciemności". Ten wątek można odnaleźć także w końcówce "Zwrotnicy"...
Groza w "Zwrotnicy" jest niedookreślona i nierozpoznana; na szczęście - bo nadawanie materialnych kształtów strachom i lękom stanowi zazwyczaj słaby punkt literackich horrorów. Ale nie zawsze - w tylekroć przywoływanym "Szepczącym w ciemności" realność stworów z Yuggoth wcale nie zmniejsza siły opowieści. Wręcz przeciwnie, wręcz przeciwnie...  


*

Robert Konca

ZWROTNICA 

Pamięci Stefana Grabińskiego

Kiedy słońce zachodziło, jego rubinowe promienie wyruszyły w ostatnią tego dnia podróż po srebrnych ostrzach szyn. Dwa pociągi pospieszne minęły się właśnie; światła ich ostatnich wagonów ginęły na przeciwległych horyzontach. Nastała cisza na rozległym torowisku stacji; pusty interwał w pieśni rozkładu jazdy. Ruszyłem więc w stronę zwrotnicy, aby sprawdzić, czy wczorajsze podejrzane szmery, które tam usłyszałem, dadzą znać o sobie i dzisiaj. Panował zupełny bezruch; pobliska stacja opustoszała. Gdy zbliżyłem się do zwrotnicy, poczułem na twarzy lekkie mrowienie, niemal czułą pieszczotę nieznanej energii. Szmery były dzisiaj wyraźniejsze. Kiedy pochyliłem się nad zwrotnicą, usłyszałem rozmowę metalicznych głosów:

Głos pierwszy

- ...i wyodrębnić ich z tej struktury raz na zawsze. Jak długo potrwa cała operacja ?

Głos drugi

- Przygotowania trwają od dawna. Samo przeniesienie odbędzie się poza czasem tej planety. Najważniejsza jest synchronizacja wszystkich zwrotnic, kończymy właśnie ostatnie obliczenia.

Głos pierwszy

- Mam nadzieję, że nie sprawicie mi zawodu. Długo czekałem na ten ruch; jeżeli przegram, to... A co z lokomotywami?

Głos drugi

- Lokomotywy współpracują z własnej woli. Właściwie to bardzo nam pomogły od strony technicznej. Korzystamy z wielu ich pomysłów. Dzięki nim tubylcy nie będą niczego podejrzewać. 

Głos pierwszy

- No właśnie, pamiętajcie, że oni nie mogą się dowiedzieć. Tunel przygotowany do otwarcia?

Głos drugi 

- Tak. Kapsuły z antymaterią już są. Znaki będą gotowe do użycia za trzydzieści sześć godzin. Jaki adres mamy ustawić?

Głos pierwszy

- Sektor 666. To transakcja wiązana. Jeżeli zlikwiduję problem wiecznego głodu w sektorze 666, to w zamian w tym układzie słonecznym będę mógł ustanowić Królestwo. Taka jest umowa. Tamten przyszedł wczoraj?

Głos drugi

- Przyszedł, tak jak Pan przepowiedział. Czy to nie zbyt ryzykowne dla naszych planów ? Mam sprawdzić, czy przyszedł dzisiaj?

Głos pierwszy

- Nie trzeba. Pracuję nad nim od dawna. Zresztą on jest inny, czuje się tu obco, więc nasze idee trafiły na podatny grunt. Oczywiście nie ma pojęcia, skąd biorą się w nim takie myśli. Poza tym twierdzicie, że ma całkowite poparcie lokomotyw.

Głos drugi

- Tak jest. A to ważne, bo gdy załamią się kąty sklepienia...

Głosy umilkły. Podniosłem się z ziemi. Jakieś szalone podejrzenie migotało na skraju mojej świadomości; wiedziałem, że gdybym pozwolił, aby się skrystalizowało, z pewnością bym oszalał. Zdezorientowany przeszedłem kilkanaście kroków, gdy usłyszałem zbliżający się za plecami pociąg. Nagle podjąłem decyzję. Z trudem przezwyciężając strach i niemal fizyczny opór niewidzialnej siły, stanąłem na właściwym torze, czekając na wybawienie. Pociąg zbliżał się. Zamknąłem odruchowo oczy. Wtedy usłyszałem cichy trzask przestawianej zwrotnicy. Gdy otworzyłem oczy, Wschodni Ekspres przejeżdżał z hukiem po sąsiednim torze. A więc nie ma wyjścia, pomyślałem; moje przeznaczenie jest w Jego szponach, a zwrotnice są Mu posłuszne. Trzydzieści sześć godzin... Właściwie chciałem, żeby to już się dokonało. Jakaś gorączkowa radość wypełniła mój umysł. Patrzyłem urzeczony, jak czerwone płomienie słońca powoli wycofują się na zachód po srebrnych szynach.



Alberto Martini, ilustracja do
Opowiadań Edgara Allana Poe.
Cyt. za: http://www.all-art.org/
symbolism/7-mediter_countr01.htm

Przekład Iwony Cymerman/Translated by Iwona Cymerman:

Robert Konca

THE SWITCH

In memory of Stefan Grabiński

When the sun was setting, its ruby rays set off on the last journey of the day along the silver blades of the rails. Two fast trains had passed; the lights of their last carriages were vanishing on the opposite horizons. 
It was quiet on the vast trackway of the station; an empty interval in the timetable song. So I moved towards the switch to see if suspicious murmurs, that I had heard there the day before, would appeare again. Everything was completely still; the nearby station was deserted. As I approached the switch, I felt a slight tingling on my face, an almost tender caress of unknown energy. The murmurs were much clearer today. When I bent over the switch, I heard a conversation of metallic voices:

Voice 1

- ...and to isolate them from this structure once and for all. How long will the entire operation last?

Voice 2

- Preparations have been going on for a long time. The transfer will take place outside the time of this planet. The most important is the synchronization of all switches, we are just finishing the last calculations.

Voice 1

- I hope you will not disappoint me. I've been waiting for this move for a long time; if I lose, then... What about the locomotives?

Voice 2

- The locomotives cooperate willingly. In fact, they are very helpful on the technical side . We use many of their ideas. Thanks to them, the natives will not suspect anything.

Voice 1

- Well, remember that they can not find out. Is the tunnel prepared for opening?

Voice 2

- Yes. The capsules with antimatter are already here. The signs will be ready for use in thirty-six hours. What address should we set?

Voice 1 

- Sector 666. This is a bundled transaction. If I solve the problem of eternal hunger in sector 666, I will be able to establish a Kingdom in this solar system . This is the contract. Did that one come yesterday?

Voice 2

- Yes, he did, as the Lord had foretold. Is this not too risky for our plans? Am I to check if he has come today?

Voice 1 

- No, there's no need to check. I've been working on him for a long time. Anyway, he is different, he feels strange here, so our ideas have hit a fertile ground. Of course, he has no idea where such thoughts come from. Besides, you claim that he has the full support of the locomotives.

Voice 2

- Yes, indeed. And this is important, because when the angles of the vault collapse...

The voices faded away. I got up from the ground. Some crazy suspicion flickered on the edge of my consciousness; I knew that if I let it crystallize, it would certainly make me go mad. Disoriented, I walked a dozen steps or so when I heard the train approaching behind me. Suddenly, I made a decision. Overcoming the fear and almost physical resistance of the invisible force, I stood on the appropriate track, waiting for salvation. The train was approaching. I closed my eyes involuntarily. Then I heard a silent crack of the switch. When I opened my eyes, Eastern Express was roaring along the neighboring track. So there is no way out, I thought to myself; my destiny is in His claws, and the switches are obedient to Him. Thirty-six hours... Actually, I wanted it to have already happened. A kind of frantic joy filled my mind. I watched as the red flames of the sun were slowly retreating westward over the silver rails.


Alberto Martini "Allegoria della Guerra", ilustracja z katalogu
Mostra individuale di Alberto Martini. Galeria Pesaro, Milano 1919.


Stefan Grabiński
(za: https://pl.wikipedia.org/wiki/
Stefan_Grabi%C5%84ski)


H. P. Lovecraft
(za: http://www.elmundo.es/cataluna
/2014/05/08/536b83a3268e3
edb428b4577.htm)

W opowiadaniu pojawiły się kapsuły z antymaterią. Zatem nieco Antymaterii na koniec: 

https://www.youtube.com/watch?v=117ld5Zsur4

niedziela, 28 stycznia 2018

Demon powietrza demon ziemi / Demon of the Earth, Demon of the Air

Nieco wcześniej nad katedrą pojawiły się demony powietrza. Dzisiaj znów są i znów do nich wracamy. I w jakim doskonałym towarzystwie! Po raz pierwszy na blogu pojawia się Stefan Grabiński. Niesamowity świat mistrza opowiadań grozy fascynuje ojca budowniczego i współtwórców katedralnego bloga. Już wkrótce opowiadanie Roberta Koncy, luźno inspirowane kolejową serią Grabińskiego. Dziś natomiast "IV Fuga" Artura, u której podstawy legły fotografie i elementy biografii pilota Josefa Františka, legendarnego asa myśliwskiego Dywizjonu 303 i pisarza Stefana Grabińskiego, legendarnego autora powieści niesamowitych. 
Obaj byli w jakiś sposób związani z Kamionką Strumiłową (dziś Kamionka Bużańska) - Grabiński w niej się urodził, František stoczył tam swoją ostatnią walkę w Polsce. Przedziwny zbieg okoliczności. 
Grabiński przez całe życie zmagał się z gruźlicą (która go w końcu zabiła), František zaś - wedle przekazu Arkadego Fiedlera - nabawił się nietypowej psychozy - lęku przed ziemią:
Pod koniec września coś zaczęto się psuć w systemie nerwowym Frantiszka. Rozstrój jego przybierał dziwaczną formę: myśliwiec bał się ziemi. Latał wiele, więcej niż dotychczas, gdyż tylko w powietrzu czuł się bezpieczny. Na ziemi bywał przewrażliwiony. W czasie nocnych nalotów niemieckich zrywał się na lada odgłos syren i pierwszy pędził do schronu, on, który dawniej śmiał się z takich środków bezpieczeństwa. Nowa mania chwyciła go równie mocno jak wszystkie poprzednie i było w tym rzeczywiście coś wstrząsającego, godnego najgłębszego współczucia: junak, który z niesłychaną brawurą i z najzimniejszą krwią rzucał się w powietrzu na wroga, wracając w chwilę później do swej bazy, bał się ziemi. Bał jej się coraz bardziej, jak gdyby ziemia była demonem mszczącym się na człowieku za to, że tak bezgranicznie ukochał powietrze. W duszy pełnej namiętnych impulsów, w duszy niezwykłego myśliwca rodziła się tragedia, której epilog nastąpił niezadługo, dnia 8 października. W owym dniu Frantiszek, wracając z bojowego lotu, zaczepił nieopatrznie skrzydłem o kopiec w czasie wykręcania tradycyjnej 'beczki' i rozbijając maszynę, zginął na miejscu. Działo się to ponoć przed domem jego bogdanki, mieszkającej w Ruislip, w pobliżu lotniska w Northolt. Tak zginął od ziemi, jak się tego obawiał, jeden z najwybitniejszych asów tej wojny, sierżant Józef Frantiszek [...].
Właśnie ten przekaz skojarzył się autorowi z niektórymi wątkami zbioru Demon ruchu Stefana Grabińskiego. Kilka punktów stycznych, plus wiersz Roberta Mówię do siebie nie patrz... zaowocowały wierszem.

*

Tak sobie myślę, że powietrzny demon Františka mógłby mieć kształt jerzyka. Oczywiście mówię o ptaku - Apus apus wg klasyfikacji Linneusza. Jerzyki wędrowne potrafią przebywać w powietrzu kilka lat bez lądowania - jak żaden inny ptak na świecie! Polują, myją się i jedzą w powietrzu; ścigając owady osiągają szybkość do 200 km/h; śpią szybując z wiatrem na dużych wysokościach. Na niektórych fotografiach, sylwetki jerzyków są niemal identyczne z sylwetkami myśliwców z czasów II wojny światowej. Główka jerzyka przypomina nieco głowę lelka kozodoja, a sam jerzyk - tak jak i lelek - wygląda złowieszczo i przerażająco.


Sprawa Františka


Jeżeli chodzi o samego Josefa Františka, warto przy okazji wiersza, wspomnieć o czymś, co nazwałem na własny użytek "sprawą Františka". Otóż - w największym skrócie - dzięki publikacjom Arkadego Fiedlera, Witolda Urbanowicza i Jana Zumbacha, František, mimo swych niezaprzeczalnych osiągnięć, uzyskał opinię, co tu dużo kryć, powietrznego cwaniaka i kombinatora. W kontekście owych publikacji sukcesy czeskiego pilota stają się co najmniej dwuznaczne. "Metoda Františka" miała polegać na regularnym opuszczaniu szyku bojowego i czatowaniu nad Kanałem La Manche, na powracające na kontynent, postrzelane, lecące na resztkach paliwa niemieckie samoloty. Jest oczywiste, że zwycięstwa odniesione nad takimi przeciwnikami trudno uznać za chwalebne, zwłaszcza w porównaniu z walkami pozostałych pilotów, zmagających się ze świeżym, w pełni sprawnym wrogiem. Nie mówiąc już o tym, że samowolne opuszczenie szyku bojowego w trakcie zadania bojowego jest tożsame z ucieczką z pola walki...
Sęk w tym, że według przekazów źródłowych, o których kilka lat wcześniej pisał Jacek Kutzner o "Metodzie Frantiska" nie ma ani słowa: 


Nieoficjalna kronika Dywizjonu 303 czyli Dziennik Mirosława Ferića potwierdza brawurę i umiejętności Czecha, nic jednak nie znajdziemy tam o jego "metodzie". Jest natomiast, a owszem, informacja o innej metodzie - "Metodzie Donalda". I tu chyba dochodzimy do sedna sprawy. Ksywkę "Donald" miał tylko jeden pilot dywizjonu - Jan Zumbach. Jedyny żołnierz trzysta trójki, który po wojnie wybrał śliską drogę przemytnika i najemnika. Był zamieszany w niezliczoną ilość afer, i brudnych wojenek, między innymi w budzącą obrzydzenie, prlowską aferę służbową "Żelazo". Zdaje się, że stała się ona przyczyną jego tajemniczego zgonu. Tak, jest to ten sam Zumbach, który w swoich wspomnieniach tak gładko pisał o "Metodzie Františka" i wyjaśniał - zawsze na niekorzyść Czecha - wszelkie niejasne kwestie, podejrzanie zresztą złośliwie. 
Nawet do okoliczności śmierci Františka przypięto jakąś dziwaczną łatkę. Tymczasem, wedle wspomnianego Jacka Kutznera istnieją przekazy, że katastrofa to nie był efekt popisowej "beczki" dla kochanki, tylko przymusowego lądowania, podziurawionego w walce jak rzeszoto Hurricana. Na długo wcześniej przed ostatnim lotem, samolot Františka wielokrotnie był postrzelany tak, iż mechanikom trudno było uwierzyć, że można było na nim latać; są na to niezbite dowody (po którejś z walk Hurrican Czecha wrócił do bazy niemal pozbawiony ogona!).       
Jan Zumbach zmarł w nader podejrzanych okolicznościach w Paryżu w roku 1986, Josef František zginął śmiercią walecznych nad Anglią w 1940 r. W którą metodę zatem wierzycie? 
Jeżeli ustalenia Jacka Kutznera są prawdziwe (a wszystko wskazuje na to że są), to "sprawa Františka" byłaby modelowym przykładem polskiego piekiełka. Modelowym i szczególnie obrzydliwym, w kontekście drogi życiowej bohaterskiego Czecha, któremu właśnie za tę drogę należy się najwyższe uznanie. Za wspólną drogę z Polakami, z którymi - jak pięknie ujął to Pavel Soukup - František został na zawsze ("Zůstal s Poláky navždy"): 



Elektryczne Gitary Pilot Josef Frantisek i Dywizjon 303 


Na koniec przyczynek do odbioru naszego bohatera w kulturze popularnej. Znacie piosenkę Elektrycznych Gitar "Pilot Josef Frantisek" z płyty Czasowniki (2016 r.)?


W piosence pojawiają się słowa "zawsze mieli kłopot ze mną", a ja mam duży kłopot z tą piosenką. Jakby to ująć najzwięźlej... Utwór jest groteskowo-żartobliwym podsumowaniem wszystkich mitów i prawd związanych z Františkiem. Jest tu i droga Czecha do polskiego dywizjonu, i polowania na niemieckich niedobitków, gdy koledzy bohatersko walczą: "nad Anglią bitwa, Londyn się smaży, a ja w dożynki bawię się na plaży", jest zamiłowanie do uciech: "tu szwabskie maszyny a tam dalej w cichym hrabstwie przepiękne dziewczyny [...], wyrżnąłem przed pannami salto mortale", jest demon powietrza i dziwaczna śmierć: "długo tak się nie da nie dotykać ziemi wcale [...]", "w głowie demony, bak już pusty, kark przetrącony na polu kapusty", etc., etc. 
W tej krzywozwierciadlanej formie chyba utwór akceptuję, to może być w końcu nawiązanie do różnych obecnych w czeskiej kulturze prześmiewczych wątków (choćby u Hrabala). Na poważnie traktować tego raczej się nie da. Jednakowoż - mimo że piosenka utrzymana jest w charakterystycznej dla "Gitar..." kpiarskiej tonacji, przez błazeńską treść prześwituje (może mimowolnie) jakaś groza. Melodia jak to zazwyczaj u "Elektryków..."  chwytliwa, może nieco zbyt schematyczna, ale to mocny element utworu.  
Dla porządku, koniecznie trzeba wspomnieć, że "Gitary..." wcześniej w 2010 r, wydały płytę "Historia" ze świetnym kawałkiem pt. "Dywizjon 303". Punkt wyjścia dla piosenki - to londyńska Parada Zwycięstwa w 1946 r., na której - decyzją władz brytyjskich - zabrakło przedstawicieli Armii Polskiej. Ale ten utwór jest już utrzymany w jak najbardziej poważnym, nostalgicznym tonie... 

*

Robert Konca


MÓWIĘ DO SIEBIE NIE PATRZ...


mówię do siebie nie patrz
nie patrz tak często w chmury
choć wspaniałe są delikatne
i niebo nad nimi tak jasne
jakby z wody wydarte wspomnienie
czyjejś dojrzałej nagości
jednak mówię do siebie nie patrz
nie patrz bo gdy czas się skończy
nie między chmury wejdziesz
lecz między kamienie i osty 


I tłumaczenie Iwony Cymerman:

I SAY TO MYSELF DO NOT LOOK...


I say to myself do not look
do not look so often at the clouds
although they are magnificent and fragile
and the sky above them is so bright
like a torn out of the water
memory of someone's mature nudity
However, I say to myself do not look
do not look because when the time is over
you will not enter the clouds
but stones and thistles


*

Artur Rogalski
Robertowi w odpowiedzi na: Mówię do siebie nie patrz...


Fuga IV. DEMON POWIETRZA DEMON ZIEMI


Stefan Grabiński
i Josef František
na starych fotografiach
mają te same
czujne oczy

ale to nie jedyne podobieństwo

*

pierwszy kęs powietrza
w Kamionce otoczonej Bugiem

na pograniczu światów
ciemny kształt
strzęp pochmurnego nieba
opadł tuż za nim
i już go nie opuścił

to się wtedy zaczęło

od samego początku
oddech dławił
coś gniotło i uciskało piersi
niczym niewidzialna zbroja

*

pierwsza walka w umierającym kraju
z wysłannikami mroku
i ucieczka przed nimi
z Kamionki otoczonej Bugiem

na pograniczu światów
korzonki nadrzecznych chaszczy
i grudki błota
oplotły koła samolotu niedostrzegalną pajęczyną
i zaczęły powolną wędrówkę
w górę

to się wtedy zaczęło

na początku niewinnie
nie wiadomo czemu
oddychać spokojnie mógł tylko po starcie
a uśmiechać łagodnie dopiero w kabinie

*

pancerzyk uznania dawno pękł
gdy niebo dotarło do płuc
całkiem sam
wzbił się w chmury

*

gdy ziemia dotarła do mózgu
jego maszyna  zniknęła
nagle z pola widzenia
odnaleziony
miał tylko lekkie zadrapania na twarzy
od gałązek żywopłotu
w który wbił się Hurricane

*

12 11 1936
suma tych cyfr to 24
08 10 1940
suma tych cyfr to 23

sąsiadują ze sobą
a w równoległym świecie
mają odwrotną kolejność


Josef František


Stefan Grabiński

2022. Nowy początek

Długo nic się tu nie działo. Najwyższy czas to zmienić. Zaczynam od wiersza na Nowy Rok i z nadzieją wracam do działania. Arur Rogalski *** ...