Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Władysław Wężyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Władysław Wężyk. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 kwietnia 2018

Paganini i Lipiński, cz. 1

Dziś miała być dalsza część poświęcona XIX-wiecznym systemom walki, ale czy przy tak pięknej niedzieli mamy myśleć o kaleczeniu bliźniego swego? Nie uchodzi, nie uchodzi... Zatem nie będzie bicia, będzie muzyka. A jest i smutna okazja aby o niej wspomnieć - przedwczoraj zmarł Miloš Forman, autor najlepszego w dziejach kinematografii filmu o potędze dźwięków - czyli "Amadeusa"...

*

Skorzystam z Pamiętnika Ludwika Jabłonowskiego (szwagra Aleksandra Fredry, którego to Fredry Jabłonowski szczerze nie cierpiał), gdzie o systemach walki - i nie tylko - można dowiedzieć się niemało... Ponieważ hrabia Ludwik był weredykiem, kąśliwcem i uszczypliwcem wyznającym mądrą zasadę, że życie jest nieustanną batalią ludzi i narodów - z tych własnie powodów jego pamiętnik pełen jest obrazów walk dnia codziennego i czasów prawdziwej wojny (pamiętnikarz walczył dzielnie w Powstaniu Listopadowym). Ale oprócz nich - także tysięcy innych fascynujących szkiców z życia w wieku XIX, spisanych przez równie fascynującego, zagadkowego człowieka. Bo Jabłonowski, pod pancerzem ukutym z arogancji, złośliwości i zgryźliwości skrywał nieśmiałego i wrażliwego idealistę (obdarzonego przy tym wielkim poczuciem humoru). Nieszczęśliwe dzieciństwo i smutna młodość odcisnęła się jednak trwałym piętnem mizantropii na przyszłym kronikarzu... 



Aleksander hr. Jabłonowski, h. Grzymała,
litografia Ignacego Kobylańskiego

W Pamiętniku Ludwika Jabłonowskiego (wydanie krakowskie z 1963 r., ze wstępem Karola Lewickiego) pojawiła się krótka (i jak to zwykle u niego mocno doprawiona żółcią), wzmianka o arcymistrzu skrzypiec Nicolò Paganinim. Jabłonowski oglądał go na żywo w Wiedniu, w 1828 r., podczas pierwszego europejskiego tournee skrzypka. Oddajmy zatem głos pamiętnikarzowi... 
Jest początek roku 1828. Osiemnastoletni Ludwik jedzie z siostrą Zofią z Jabłonowskich Skarbkową do Wiednia. Zofia kończy właśnie sprawę rozwodową ze Stanisławem Skarbkiem, zaś jej brat po raz pierwszy ma okazję ujrzeć "inny świat". Wiedeń oszałamia przyszłego pamiętnikarza, chłopiec rzuca się w wir wielkiego miasta, chłonąc wszystkie szczegóły jak gąbka:

Gdy pięknym lipcowym wieczorem przez Tabor i Jägerzeil wjeżdżałem do miasta, bogactwo, swoboda, wesołość rojących się ulicami tłumów, przepych al giorno oświetlonych kawiarni, rozmaitość wystaw, dziwne na mnie robiły wrażenie. Świat wydał mi się piękny, uroczy, wabiący, a pierwszy i ostatni raz w życiu zdawał się uśmiechać do mnie. Takich chwilowych wrażeń udzielić trudno, a o rzeczywistości cóż mówić? Słyszałem maestra Paganiniego, jak czarny,  paskudny Włoch do nieudanego satyra podobny, jedna po drugiej niby przypadkiem rwąc strunę na ostatniej kończył koncert. Widziałem - jeden podobno z pierwszych w Europie - żyrafę, dar starego chediwa M[ehmed] Alego, przysłaną wraz z 5 arabami cesarzowi [...] widziałem jak Niemiec jakiś w szale ubóstwienia ukląkł przed posagiem Tezeusza i z złożonymi jak do pacierza rękoma wołał "Napoleon", "Canova", "Paganini"! Ktoś się rozśmiał, ja zrozumiałem, bo co wielkie to i bratnie; gdyby nie ta przeklęta nieśmiałość byłbym przy nim ukląkł. 

Tyle Jabłonowski. Krótki fragment - a ileż tu wrażeń, odczuć, fascynacji! Wszystko - Paganini, żyrafa Mehmeda Alego, posąg Tezeusza, dłuta Antonia Canovy - przesuwa się jak na szaleńczej karuzeli. Przypomina to nieco tok opowiadania z pamiętników Władysława Wężyka. Dodajmy, że Jabłonowski był wielkim admiratorem Napoleona, którego w pamiętniku nazywa zawsze per "Wielki". Jakakolwiek próba umniejszenia Cesarza doprowadzała go do pasji - jak chociażby podczas wizyty w Schönbrunn:
Pokazywano mi duże plamy na obiciu. Wielki [Napoleon - AR.) zrobił je, goląc brodę, mydlinami a oprowadzający fagas zabluźnił: "Tak źle był ten człowiek wychowany".      
*

Wracając do Paganiniego - ten nie czerpał profitów z urody tylko z wirtuozerii muzycznej i wzorcem urody męskiej faktycznie nie był. Złośliwy Jabłonowski nie rozminął się zanadto z prawdą, co poświadcza dagerotyp z podobizną wirtuoza (wykonany ok. 1840 r.):




Potwierdzają to także tysięczne karykatury z epoki, znęcające się nad wątpliwą urodą skrzypka, która przecież nie umniejszała zachwytu tłumów; co znamienne - jedna z karykatur podpisana była kąśliwie "Współczesny Apollo". Podobnie, choć nieco inaczej było z licznymi portretami i popiersiami Paganiniego, gdzie mimo retuszów i uszlachetnień nie ukrywano specyficznych szczegółów jego wyglądu: 







A propos wzmianki z Pamiętników Ludwika Jabłonowskiego - koniecznie chciałbym przypomnieć scenę z filmu "Paganini. Uczeń diabła". Główną rolę zagrał w nim David Garrett, równie podobny do Paganiniego jak i do mnie (czyli wcale, niestety). Ale jest prawda czasów, jest też prawda ekranu i filmowy Paganini w scenie, gdzie struny pękają (niby przypadkiem - jak u naszego kronikarza) wygląda tak:


Ha! Gra jak Paganini, ale przyznam, że były filmy, w których wygląd zewnętrzny wirtuoza skrzypiec był dużo bardziej zbliżony do oryginału. Taki Paganini (w interpretacji Klausa Kinskiego) - to rozumiem!:




*

Jeśli jednak mówimy 'Paganini' to musimy także dodać 'Karol Lipiński'. Drugi w dziejach po Paganinim, a niektórzy twierdzą, że nawet równorzędny Włochowi arcymistrz skrzypiec. I tu pojawia się miły sercu wątek, bowiem Lipiński urodził się w Radzyniu Podlaskim, jego ojcem był Feliks Lipiński, kapelmistrz Potockich.
Polska publiczność miała okazję słuchać kilkukrotnie włoskiego wirtuoza - w 1829 r., w Warszawie (podczas koronacji cara Mikołaja I na króla Polski), oraz kilka miesięcy później w Poznaniu. Razem z nim grał wtedy Lipiński, który wspólnie koncertował z Włochem już w 1818 r. Jako najwybitniejsi skrzypkowie swoich czasów zawsze byli ze sobą porównywani a Paganini, jakkolwiek świadom  swej doskonałości, uznawał wielkość Lipińskiego. Oto dwa wycinki prasowe z 1829 r. - o Paganinim i Lipińskim, podczas warszawskiej koronacji Mikołaja I:    


Gazeta Korespondenta Warszawskiego 1829 r.


Gazeta Warszawska 1829 r.
cdn. 

wtorek, 3 kwietnia 2018

Sire - jak bić? Cz. 1

Huzar przed pojedynkiem,
rys. Artur Rogalski, 

na podst. rys. Horacego 
Verneta

Pytanie postawione w tytule - jakkolwiek wyraźnie wskazujące na XIX-wieczną proweniencję problemu - jest aktualne o każdym czasie i w każdej porze. Patronem naszych bojowych poszukiwań niech jednak pozostanie francuski huzar Wielkiej Armii, podobny do tego ze szkicu Artura (powyżej). I Arturowi teraz oddaję głos:

Zawsze ciekawiło mnie jak naprawdę było z systemami czy sztukami walki na Ziemiach Polskich w XIX w., a zwłaszcza w jego pierwszej połowie. Zagadnienie szerokie i skomplikowane, grono wielu pasjonatów i (rzadziej) badaczy dość regularnie stara się rozjaśnić jego sedno i otoczkę. Jednak często, gęsto brakuje konkretów, baza źródłowa gdzieś umyka, a historyczny kontekst pełni rolę służebną wobec prób rekonstrukcji. I tu, jak zwykle, w sukurs przychodzą literaci i literatura. Najczęściej literatura pamiętnikarska, rzecz jasna. Nie znajdziemy tu objaśnień i porad technicznych, jednak dowiemy się co kronikarze - choćby ogólnie - wiedzieli w tej materii...

*

Systemy walki w początku XIX w. to - przede wszystkim - wojskowe techniki władania bronią białą. Rzecz oczywista. Lanca, szabla, szpada, pałasz, karabin z bagnetem, tasak piechoty (chodzi tu o rodzaj krótkiej szabli, nie zaś toporek) to podstawowa broń, której poświęcano podręczniki i traktaty. Znana jest rozprawa o sztuce władania lancą (Essai sur le maniement de la lance, wyd. w Paryżu w 1811 r., autorstwa - oficjalnie - Wincentego Krasińskiego), podręcznik walki na bagnety z czasów Królestwa Polskiego (Nauka podająca sposoby bicia się na bagnety, Warszawa 1827 r.), podręcznik szermierki konnej Stanisława Iwanowskiego (Nouveau systeme d'escrime pour la cavalerie [...], Paryż 1834 r.), nawiązujący do czasów staropolskich traktacik o polskiej szabli Michała Starzewskiego (Traktat o szermierstwie, wydany w Krakowie, w 1932 r.) i inne (dotyczące szermierki dziełka Antoniego Durskiego, Karola Bernolaka, Aleksandra Raciborskiego; wszystkie ukazały się u schyłku XIX w.).
Być może do tych zagadnień jeszcze wrócę, ale są one - ze względu na badania nad wojskowością - dość znane. A jak te sprawy miały się  w bardziej cywilnym świecie? Były drewniane palcaty, jako wstęp do szermierki szablą. Była też bliżej nieznana "giryga", zdaje się forma ćwiczebnej, krótkiej włóczni (o niej później). Ale to cały czas broń biała...  
A walka wręcz? Wszak na zachodzie Europy, w Anglii boks święcił triumfy niemal od początków XVIII w. We Francji zaś, od - co najmniej - XVII w. istniał jeszcze bardziej uniwersalny i skomplikowany system walki wręcz - savate. Warto zatem sprawdzić te obydwa tropy.

*

Nie wiem, czy nie pierwszym, który w polskiej literaturze wspomina o boksie jest podlaski pamiętnikarz i podróżnik Władysław Wężyk. 
Na dokładne opisanie przygód i wspomnień Wężyka zabrakłoby miejsca na blogu. Na razie dość będzie powiedzieć, że Władysław, urodzony w 1816 r. (w podlaskim Toporowie), mając zaledwie 22 lata, wyruszył w 1839 r., w podróż na Bliski Wschód. I pozostawił z tej podróży najpiękniejszy, najdojrzalszy, najbardziej kpiarsko-gorzko-filozoficzny opis Egiptu jaki pojawił się w polskiej literaturze. Część druga Podróży po starożytnym świecie (zatytułowana Egipt. Obrazy, wyd. Warszawa 1842 r.) miała formę absolutnie wyjątkową i całkowicie zaskakującą. W latach 40-tych XIX w. opis egipskiej peregrynacji Władysława szokował i oburzał - tak o swoich przygodach nie pisał jeszcze nikt! Książka spotkała się z krytyką i całkowitym niezrozumieniem współczesnych.
Pozostawiając na razie resztę Podróży... na boku, rzućmy okiem na stronę 47 pierwodruku tego dzieła (w 1930 wydał Egipt powtórnie Jan Bystroń). Właśnie na owej stronie jest zabawna wzmianka o bokserskich ciosach (tu: "boxach"), którymi może obdarzyć przeciwnika angielski gentelman, tudzież bokserskiej postawie/pozycji. Przypomnijmy - jest rok 1839...






cdn.

2022. Nowy początek

Długo nic się tu nie działo. Najwyższy czas to zmienić. Zaczynam od wiersza na Nowy Rok i z nadzieją wracam do działania. Arur Rogalski *** ...